-Chciałem wam przedstawić moją kuzynkę, Selene.
Gdy to usłyszałam mój drink staną mi w gardle. Gdy już doszłam do siebie zaczęłam się śmiać. Tak, trochę głupio to wyglądało.
-Jakoś nie pamiętam, żebyś miał kuzynkę. -No to teraz lokaty mu pojechał.
-Widocznie nie kręcisz się dobrze w moich kręgach rodzinnych. -Justin objął swoim opiekuńczym ramieniem dziewczynę.
-To nie jest żadna kuzynka. -Wyszeptał mi na ucho pan H.
-Wiem. I to jest właśnie mój problem. Wiem więcej niż inni. Wiem coś o niej. Przepraszam o nich. -Podkreśliłam ostatnie słowo, żeby upewnić się, że zrozumie. Wstałam z kanapy. Obeszłam ich i położyłam ręce na ich ramionach i powiedziałam.
-Szkoda, że jesteście rodziną bo była by z was piękna para.
Wszystkich wcięło, nie wiedzieli co się kroi.
-Jeden jeden, kuzynie. Albo braciszku no bo wiesz, jak koleżanka jest kuzynką to ja kim? -Harry idąc za mną, omijając Jusa. Wygarnął mu z triumfalnym uśmieszkiem.
Impreza już się kończyła. Spokojnie mogłam iść do domu. Zakładając kurtkę zobaczyłam jak Harry bije się z myślami czy ma mnie odprowadzić. Miał to wypisane na twarzy. Gdy już otwierał usta, przerwałam mu.
-Jak chcesz, kurtkę zostawiłeś przy barze.
-Okej. Zaraz wracam.
Chłopak zniknął mi z oczu jak tylko wszedł do jednego z pokoi. Wyjęłam telefon i napisałam do Gemm, że idę do domu.
-O co ci chodzi?! -Nagle coś szarpnęło mnie za ramię i przyparło do ściany. Spojrzałam mu w oczy.
-Widziałam was w pokoju. Jak graliście w skrable nie chciałam przeszkadzać. -Brunet widać zdenerwował się. Zacisnął mi ręce tak, że krew mi nie dopływała do palców. Nagle Juju coś odepchnęło ode mnie. Przede mną stał trochę zdenerwowany Harry.
-Zostawić cię na chwilę samą.
-Dziękuję Hazz.
-Spoko.
-Hazz? -Justin stał z wyrazem twarzy "że co?!".
Razem z Hazzą obeszliśmy Jusa. Szliśmy w kierunku mojego domu. Cały czas czułam obce spojrzenie na sobie i to nie był wzrok lokatego. Gdy już doszliśmy do domu spytałam.
-Daleko mieszkasz? -Wiem żałosne ale..
-6 ulic z tond.
-Może...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz